Category zso5grudz

UTWORY TREŚCI NARRACYJNEJ

Ze względu na wiek rękopisów i, co ważniejsza, form językowych pierwsze miejsce w przeglądzie historycznym literatury irlandzkiej przypaść by winno utworom treści religijnej. Zaczniemy jednak od epiki. Chociaż bowiem najstarszy zachowany rękopis treści epickiej sięga zaledwie wieku XI, a język tekstów pozwala cofnąć się najwyżej o dwa jeszcze stulecia, mamy dane do stwierdzenia, że język ten jest przez przepisywaczy zmodernizowany i że znaczna część opowieści istniała już w wieku VI. Co więcej, nie tylko material tradycyjny, opracowany przez epików, ale i duch, w którym tworzą, jest jeszcze zupełnie pogański. Opowieści cyklu najdawniejszego, tzw. ulackiego, przenoszą nas nawet w środowisko żyjące kulturą drugiego okresu żelaza, co w Irlandii odpowiada najpóźniej I wiekowi przed Chrystusem.

czytaj dalej

Celtowie i zdolność do poetyckiego przeżywania cz. II

Zmarli kochankowie celtyccy żyją na wieki w krzewach róży o splątanych korzeniach i gałęziach, w jabłoniach wyrosłych na grobie. Tym samym rzucony zostaje most, łączący co rzeczywiste i co urojone, co ziemskie i co pozaziemskie. Wszystkie światy przenikają się wzajem. W eposie czy w powieści pełno zaczarowanych zamków, królewien przemienionych w łabędzie, wróżek, czarodziejów. Pełno zwierząt uczynnych lub wrogich, drzew współczujących, objawień czerpanych ze zdroju, gdzie rośnie Jarzębina Natchnienia i Wiedzy Tajemnej, roniąca koralowe jagody. Bohaterzy są gośćmi krainy bogów, miłują boginie, piją z czary wiecznej młodości. Bogowie mieszają się z ludźmi. Zresztą, skąd tu granica, skoro według wierzeń celtyckich życie wszelkie i wszelka śmierć obracają się w kręgu kolejnych wcieleń i powrotów do zaświatowych źródeł żywota.

czytaj dalej

Skłonność do upajania się obrazem i dźwiękiem u celtów

Z drugiej strony jednak, owa skłonność do upajania się obrazem i dźwię- kiem daje w wyniku utwory o niezwykłej sile sugestywnej. Prostym nieraz nazwaniem przedmiotów, wyliczeniem skojarzeń, oddanym w mowie rytmicznej i melodyjnej, poeta działa na podświadomość, porusza wzruszenia głębokie, zapala, rozmarza lub pobudza do niepowstrzymanego śmiechu, każe się pysznić lub korzyć. Nie będzie zbytnią śmiałością twierdzić, że w żadnej literaturze nie znajdzie się utworów, w którycli napięcie tragiczne wstrząsałoby silniej niż w ustępach epopei irlandzkiej, dotyczących śmiertelnej walki dwu braci mlecznych, Ferdiada i Cńchulainna: w których by targał nerwami taki szloch nieprzytomny, jak w irlandzkiej skardze pięknej Deidre, scałowującej krople krwi z uciętej głowy ukochanego: w których by oddanie się sprawie politycznej, wiara w jej zwycięstwo, melancholia po przegranej wzruszały bardziej niż w odach jakobickich Szkota Aleksandra MacDonalda czy w elegiach i pieśniach Walijczyków Gruffydda ab yr Ynad Coch i Iolo Gocha. A nic już – poza Dantem – przewyższyć nie zdoła barwnością i plastycznością literatury irlandzkiej wizyjnej, podobnie jak nigdzie indziej nie spotykamy tak wcześnie rozwiniętej wrażliwości na czar przyrody, jak w piśmiennictwach celtyckich – przyrody nie będącej jedynie ramą i tłem zdarzeń ludzkich, ale żyjącej życiem własnym i współczującej z człowiekiem. O morzu zwłaszcza i o lesie rzec można, iż nikt nie zrozumiał ich i nie wyraził ich życia tak, jak to uczynili Celtowie. Dla nich morze nie jest owym greckim – to strasznym, wzburzonym przez Posejdona, to przyjaznym, „barwy, jak wino“, „niosącym okręty“, zawsze pełnym postaci na obraz ludzki stworzonych bogów, najad, trytonów. Lasy nie przemawiają głosem driad, nie zaludniają gór oready. Ocean wielki, nieuczłowie- czony ale żyjący, gada wprost rykiem fal i świstem wichrów. Wprost gada też do nich las szumem dębów, osłania leszczynami uchodzącą parę miłosną, karmi, ostrzega. Oni tę mowę rozumieją i oddając ją słowami ludzkimi, umieją zachować jej czar i dźwięczność swoistą.

czytaj dalej

Języki celtyckie – kontynuacja

Języki celtyckie rozbrzmiewały niegdyś na obszarze niezmiernym, od Apeninów po ujście Renu i po Wyspy Brytyjskie, od Wyżyny Kastyl- skiej po przełom Dunaju – dalej jeszcze: po Azję Mniejszą. Mówiły nimi ludy bitne, zdobywcze, potężne, gotujące się podbić świat cały, uzdolnione wszechstronnie. Celtowie umieli przetwarzać i tworzyć. Ich zdobnictwo zachwyca archeologów. Zawdzięcza się im sporo wynalazków technicznych. O żywości ich uczuć religijnych, o wiedzy ich kapłanów – druidów – wyrażał się z wielkim szacunkiem Posejdonios (początek wieku I przed Chr.), który Galię i Galów poznał sam. Ale przyszły klęski.

czytaj dalej

Narodziny romansu w twórczości celtyckiej

Druga, to narodziny romansu. Nie powieści w ogóle – narracji o następujących po sobie zdarzeniach, w które wplątane są postacie działające – ale tego szczególnego rodzaju literackiego, który powieścią będąc z formy, jest dramatem z treści, za temat obierając konflikty wewnętrzne, zachodzące w ukazywanych postaciach. Zbyteczne wydaje się omawianie tu rozwoju i powodzenia romansu. Wiadomo, że zapanował tak powszechnie, iż w nowożytnej literaturze wszystkich krajów zepchnął zupełnie w cień inne rodzaje powieści, stał się nieomal jedyną uznaną jej postacią: i tak – gdy dziś mówimy „powieść“, mamy romans na myśli. Otóż za rzecz prawie pewną, tak jest prawdopodobna, mieć można, że powstanie romansu zawdzięcza się duchowości celtyckiej. Wprawdzie w literaturze starożytnej znajdujemy również utwory formy narracyjnej, których przedmiotem głównym jest konflikt psychiczny. Tacyt jest może najlepszym tego przykładem. Ale gdy w rzecz wejrzeć głębiej, po odrzuceniu wszystkiego, co jest retoryką i efektem słownym, okazuje się, że u Tacyta zdarzają się charaktery pojmowane jako całości w -sobie zamknięte i nierozkładalne. Jak pod tym względem różnym od wielkiego historyka rzymskiego jest Grzegorz z Tours [538-594 red.]. Chropawą pisze łaciną, ale postacie jego żyją nie tylko na zewnątrz, żyją również wewnętrznie. Podziwiać należy zdolność, z jaką umie on ukazywać targające nimi namiętności, nieustanne zmaganie się wzruszeń, wyobrażeń, skłonności i obowiązków. Historia 1’ranków Grzegorza, to oczywiście historia, ale autorem jej jest romansopisarz uzdolniony niezwykle. Zauważyć przy tym należy, że ową skłonność Grzegorza do dramatyzacji przeżyć wewnętrznych podzielają inni piszący ziomkowie jego, zarówno historycy jak i żywociarze, gdy tymczasem żadnego zainteresowania w tym zakresie nie ukazuje w tym samym środowisku przebywający stale, ale w Italii wychowany, poeta i żywociarz świętej Radegundisy. Wenancjusz For- tunatus, podobny pod tym względem do innych pisarzy pozagalijskich. Nie marny tu przeto do czynienia z wynikiem chrześcijańskiego zwrotu do życia wewnętrznego, jak można by przypuszczać na zasadzie Wyznań Augustyna. Zresztą w Wyznaniach konflikty duchowe zachodzą w innym zupełnie planie. Jest to dramat łaski w duszy i sercu człowieka, gdy u pisarzy okresu mero- wińskiego jest on czysto ludzki, odgrywa się całkowicie w świecie doczesnych namiętności i obowiązków. Trzeba przeto szukać wyjaśnienia gdzie indziej. Otóż mieliśmy już sposobność omówić zamiłowanie twórców epopei celtyckiej, zarówno irlandzkiej jak walijskiej, do dramatyzacji opowiadania, a gdy porówna się sposoby osiągania tego u nich i – na przykład – u Grzegorza, spostrzega się pokrewieństwo uderzające, częstokroć identyczność zupełną. I niewątpliwą zdaje się rzeczą, że źródło tego zjawiska tkwi głęboko w skłonnościach estetycznych właściwych narodom celtyckim czy od Celtów się wywodzącym, skoro w sześć wieków z górą po Grzegorzu to samo wysunięcie na czoło pierwiastka dramatycznego, ten sam patos i te same środki osiągania efektu odnajdujemy, jako cechy odróżniające, w epice starofrancuskiej. Pieśni o Rolandzie, o bohaterach z Orange i z Narbonny, o Garinie – to dramaty opowiadane. Wiele też tematów sytuacyjnych Grzegorza, podawanych przezeń jako zdarzenia historyczne, odnajdujemy w epopei celtyckiej jako tematy powieściowe. Ga- loroman Grzegorz był w znacznej mierze Celtem z ducha i takimiż byli jego ziomkowie. Ale romans – przedstawienie następstwa przeżyć bohaterów w kolejno następujących po sobie sytuacjach, a więc zarówno roman d’aventure starofrancuski, jak romans miłosny, symboliczny i mistyczny – wywodzi się bezpośrednio z opowieści typu uprawianego ze szczególnym zamiłowaniem przez Celtów, w szczególności zaś przez Brytanów, z tych opowieści, których wątki niektóre przekazał nam Gotfryd z Monmouth i Nennius i których kilka przykładów dochowało się w Mabinogion. Znamienne jest, że ojczyzną ściślejszą romansu jest Francja średniowieczna oraz anglo-normandzka Anglia, te właśnie kraje, w których część znaczna ludności jest pochodzenia celtyckiego i które z żywymi Celtami były i są w styczności bezpośredniej. Zauważyć przy tym należy, że romans średniowieczny francuski rozwijać się poczyna jako świadomy własnych swych celów i zadań rodzaj literacki, właśnie po podboju Anglii przez Normandów francuskich, po tym – wiemy dziś o tym po badaniach J. Lotha – jak podbici Anglosasi zapoznali zdobywców z przejętymi od Brytanów opowieściami.

czytaj dalej

POEZJA NAJSTARSZA CZ. II

Z tegoż okresu pochodzi jedna z piękniejszych elegii walijskich, przypisywana Llywarchowi Henowi, na temat żalów starca nad minioną bezpowrotnie młodością. Ma ona charakter epicki, skarżącym się bowiem jest wojownik dawnych czasów, Cynddylan, który wspominając swą młodość opowiada o pełnych chwały zdarzeniach na sposób epika. Jednocześnie ma charakter liryczny, jak każde żale, tym bardziej iż wyczuwa się dobrze, że poeta naprawdę przemawia we własnym imieniu. Przeciwstawienie radosnej młodości i starości posępnej, bardzo wyraziste, podnosi poemacik Llywarcha Hena ponad poziom tego rodzaju utworów, tak licznych wszędzie i przeważnie tak banalnych. Poeta potrafił pokazać, iż w duszy starca odgrywa się straszna tragedia, której jedynym rozwiązaniem śmierć, i potrafił zmusić czytelnika do przeżywania jej razem ze swym bohaterem. Llywarchowi Henowi przypisywane są również liczne wierszowane aforyzmy, z jednej strony alegoryczne, z drugiej opisowe, świadczące o dużej wrażlitvości na piękno przyrody i o niepospolitym darze obserwacyjnym. Na pewno nie wszystkie sięgają wieku X, a tym bardziej IX. ale niektóre mogą być naprawdę z owych czasów. Taliessin zaś i Myrddin uważani są tradycyjnie za autorów szeregu poematów i aforyzmów proroczych i, choć przypisanie to jest bez wątpienia fantazyjne, musimy znów przyznać się, że wahamy się, czy pewnej części rzeczonych utworów inie odnieść do wieku X. Dotyczy to zwłaszcza przypisywanych Myrddinowi poemacików pod nagłówkiem Avallenau, tan. Jabłonie, i Hoianau, tj. Zasłuchania. Jest wśród nich kilka naprawdę bardzo pięknych, subtelnie interpretujących przyrodę jako symbol: oto w lesie gęstym rośnie gdzieś ukryta jabłoń dzika: obraz jej, zrazu niejasny, zarysowuje się coraz wyraźniej, w miarę jak strofa następuje po strofie, aż w końcu prawda odsłania się w pełni blasku. Z poematów, przypisywanych Taliessinowi, cechy wielce archaiczne ma poświęcony wiatrowi, „tej istocie bezcielesnej, bez głowy, bez nóg: tak wielkiej jak ziemi oblicze, niewidzącej i niewidzialnej“, utwór o wielkiej sile.

czytaj dalej

POEZJA JAKOBICKA WIEKU XVII

Poetów pojawia się zastęp cały, wielu naprawdę „z łaski Bożej“, nigdzie nie uczonych, jak owa niepiśmienna, bosa pieśniarka chwały MacLeodów, Maria MacLeod, znana wśród swoich jako Mairi nighean Alastair Ruaidh, „Maria córka Aleksandra Rudego“ (zm. 1693). Z nielicznych jej utworów, które zostały zapisane i uratowane od zagłady, wieje ogromna moc przekonania naiwnego o słuszności sprawy bronionej, o wielkości prawdziwej tego, co chwali. Czuć w nich ogromną szczerość. Przy tym formą są wprost świetne, choć proste. Rozmiar nowożytny, bez zachowania ilorazu, z asonacjami w zgłoskach akcentowanych. Wiersz ma rzadko w tym stopniu spotykane walory muzyczne. Wyróżniają się zwłaszcza trzy utwory: poemat okolicznościowy z powodu utonięcia wodza szkockiego Iaina Garbha, czyli Macille Chaluma, pieśń o krainie MacLeodów i oda na cześć sir Normana MacLeoda, pana i dobroczyńcy poetki.

czytaj dalej

ZAGADNIENIE EPOSU WALIJSKIEGO CZ. II

Wprawdzie niedługo potem, od wieku XI do XIII, powstaje w Walii wielki zbiór opowieści, podawanych jako dotyczące narodu w zaraniu jego dziejów. Tytuł pierwszych, rozszerzony na całość zbioru, brzmi Mabinogion (akcent na bi), tj. Powieści uczruowskie, które bard początkujący umieć musiał o czasach, gdy Brytańczycy wyspiarscy nie wyszli byli z okresu heroicznego. Prawda, że autorzy zużytkowali podania niezmiernie stare, sięgające niekiedy epoki pogańskiej. Ale nie byli to, jak współcześni im irlandzcy pisarze rękopisów treści epickiej, zwykli kopiści, zadowalający się zmodernizowaniem języka i, co najwyżej, skreśleniem jakiego zdania zbyt pogaństwem rażącego lub wtrąceniem uwagi. Byli twórcami samodzielnymi, którzy wprawdzie zapożyczają wątki przekazane, ale rozsnuwają je po swojemu, stosownie do wymagań zupełnie odmiennego od epiki dawnej rodzaju literackiego, mianowicie opowiadania powieściowego. Postępują z materiałem swym podobnie jak dzisiejszy autor, biorący starą legendę za temat noweli. I ze względu na formę, na prozę zawsze opowiadającą, nigdy nie streszczającą, ze względu na konstrukcję całości – to, co dali, jest znacznie bliższe prozaicznemu lai francuskiemu średniowiecznemu albo późniejszej włoskiej noweli niż opowieści epickiej typu irlandzkiego. Są powieściopisarzami.

czytaj dalej

Postępy anglizacji w XIX w. i schyłek piśmiennictwa

Rozkwit poezji szkockiej w wieku XVIII był krótkotrwały. W porównaniu z okresem tym wiek XIX podobny jest do szarej jesieni, następującej nagle po bujnym lecie. Przyczyny tego faktu są głębsze. W pierwszym rzędzie postawić trzeba szybką modernizację Wyżyny. Archaiczny ustrój plemienny, który przetrwał był aż do Culłoden prawie że nienaruszony, ulega rozkładowi tak szybkiemu, iż za czasów Waltera Scotta – w niespełna osiemdziesiąt łat po wielkiej klęsce – jest już tylko zamierzchłym wspomnieniem. Przyczyniły się ilo tego niewątpliwie represje, znacznie bardziej jednak wciągnięcie dotychczas zamkniętej w sobie Wyżyny w orbitę nowoczesnego rozwoju społecznego. Potomkowie wolnych i dumnych pasterzy, myśliwych i zbójników górskich schodzą w Nizinę po zarobek. Inni, bardzo liczni, szukają szczęścia za oceanem. Wyżyna wyludnia się. Nie ma też dworów, w których wódz podejmował współ- plemieńców i gdzie poeta, piewca chwały rodowej, znajdował zawsze wdzięcznych i hojnych słuchaczy. Potomkowie wodzów siedzą w Londynie w Izbie Parów. Przy tym dotychczasowy rozwój literatury szkockiej nie był dość równomiernie wszechstronny, by była ona gotowa zaspokoić wszystkie potrzeby umysłowe społeczeństwa, modernizującego się z pokolenia na pokolenie. Literatura ta była nieomal wyłącznie balladowa, liryczno-uczuciowa i liryczno-reli- gijna, utwory w prozie sprowadzają się do nielicznych kazań oraz do pism polemicznych, które straciły wszelką aktualność. Piśmiennictwa naukowego nie ma. Nauczywszy się czytać Gaelowie mają natomiast do rozporządzenia piśmiennictwo w języku angielskim, zdolne zaspokoić wszystkie ich potrzeby, i korzystają zeń tym skwapliwiej, że język angielski nie jest dla nich językiem narodu obcego: cala przecież Nizina mówi od wieków po angielsku tylko, a ludność jej była zawsze ostoją odrębności politycznej królestwa Szkocji.

czytaj dalej

Egan O’Rahilly

Poeci owej epoki przeważnie są żołnierzami sami, a jeden z najwybitniejszych, Pierce Forriter (zm. 1653), był nawet wodzem i to z najdzielniejszych. Wojska Cromwella pokonały już były kraj cały, a on jeszcze się trzymał i szarpał wroga, aż pojmany skończył na szubienicy. Piewcą głównym walki z wojskami Wilhelma Orańskiego jest Dawid 0’Bruadair (zm. 1697 czy 1698). Ale w najbardziej urozmaicony talent wyposażony jest Egan 0’Rahilly (tworzył w czasie ok. 1700 – ok. 1726), wręcz genialny, na przemian subtelny i mocny, autor Wizji, Lamentów i satyr. Obok wymieńmy mistrza formy Oweina Roe O’Sullivana (zm. 1784), którego pieśni, mimo kunsztow- ności swej, bardzo szybko przeniknęły między lud. Shane Clarach MacDonnel 1691-1754), gorący zwolennik Karola Edwarda Stuarta, był piewcą nadziei obudzonych przez wojnę 1745 r., następnie gorzkiego zawodu. Tadhg Gaedha- lach O’Sullivan (zm. 1795), prosty włościanin z Kerry, tworzy za młodu piosenki lekkiej treści, a w starości poematy moralne i religijne. Andrew Magraith (zm. 1791) jest zdolnym piosenkarzem, nie lękającym się żartobliwej sproś- ności, jest również zdolnym satyrykiem. Rzadko płodny i wielostronny jest Shane O’Neaghtan (zm. 1720), który pozostawił szereg ballad osjanicznych. przezabawną satyrę na tych, co wietrząc skąd wiatr wieje na gwałt uczą się angielskiego (pod tytułem Przygody Edmunda O’Clery’ego) oraz traktat hi- storyczno-geograficzny. O poezjach ślepego poety Turlougha 0’Carolana była już mowa. Dodajmy, że był jednocześnie harfiarzem i że sam układał melodie do pieśni swoich oraz odwrotnie, dobierał słowa do własnych melodii. Opowieści epickie prozą układa w tymże czasie ostatni, który ten rodzaj uprawia, nie ostatni jednak z talentu Michael Comyn (zm. 1760), autor pięknego Oisiiui w Tir na n-Ogh (w Ziemi Młodych, tj. bóstw). Literaturę religijną reprezentują kazania biskupa Gallaghera (zm. 1735). Przed nim jeszcze biskup Bedell przełożył na nowo Pismo święte na język irlandzki, czym przyczynił się niemniej walnie od Keatinga do ustalenia języka literackiego.

czytaj dalej

Liryka religijna sięga czasów bardzo dawnych

Temat żalu nad minioną bezpowrotnie młodością, użyty znacznie rzadziej, wyzyskany został przez bezimiennego poetę wieku X (IX?) dla stworzenia przepięknego poemaciku o Staruszce z Beara, „która niegdyś strojnie i dumnie nosiła się i której ramiona białe pieściły karki królewskie“, a dziś wyschła i koścista w takiej jest nędzy, że nie ma nawet znoszonego płaszcza. Do rodzaju Pożegnań nie miłosnych już, lecz dramatycznych, należy wstrząsająca Schadzka pośmiertna (wiek X), w której ze słów upiora zjawiającego się przed oczekującą nań kochanką wieje zimno grobowe, coś nieubłaganego: „nie czynię ci wyrzutu żadnego, choć o ciebie się biłem… Z pierwszym brzaskiem porzucę, co ludzkie… Idź do domu!… Upiora są słowa moje, upiorem postać… Kobieto, milcz! nie mów do mnie!“

czytaj dalej