WIEK ZŁOTY I OKRES UPADKU

Utrata niepodległości przez Walię nie odbiła się zrazu osłabieniem twórczości. Przeciwnie, ten straszny okres, znaczony konfiskatami, wygnaniami, karami śmierci, trwający od 1282 r. do powstania Owena Glyndwra i później do połowy wieku XV, jest okresem najbujniejszego rozkwitu poezji średniowiecznej w Walii. Zmienia się tylko zasadniczo rodzaj natchnienia. Milkną surmy bojowe poetów z Gwynedd. Do głosu przychodzą południowcy z kraju Gwent, twórcy wzorujący się na francuskich truwerach i prowansalskicli trubadurach. Rozkwita poezja dworno-miłosna, która ma swój statut Llyfr Ofydd, Księgą Owidiusza, przełożoną z francuskiego Livre d’Amour, i swoje sejmy, Eisteddfodan Dadeni, Zjazdy Muz: między 1327 i 1330 odbyło się takich zjazdów powszechnych aż trzy, a po zamkach i dworach, przy sposobności pielgrzymek i turniejów, zjazdy lokalne odbywają się jeden po drugim, nieomal bez przerwy. A ta przewaga poezji miłosnej nie przeszkadza bynajmniej rozwojowi twórczości w innych kierunkach. Obok erotyków Dafydda ab Gwilym i Rhysa Gocha ab Rhissert, występują poeci elegijni takiej miary, jak Dafydd Nanmor, satyrycy, jak Sion Cent, i natchniony poeta powstania Owena Glyndwra, Iolo Goch.

Niewątpliwie największym z nich, bodaj że największym poetą, którego Walia wydała, jest pogodny Dafydd ab Gwilym (czynny między 1340 i 1390), przezwany przez współziomków Dafydd o cywydd, „Dawidem słodyczy“, a także, dla rozkoszy, którą sprawia jego poezja, Dafydd gywydd gwin, „Dawidem smaku wina“. Pozostała po nim spora wiązanka: przeszło półtrzecia setki poematów, które są wyrazem radości we wszystkich jej postaciach i gdzie przecudnie splatają się fantazja z czarem przyrody i z ubóstwieniem miłości. Przypominają one na pierwszy rzut oka poezję włoską, tzw. dolce stil nuovo. Są jednak w stosunku do natury szczersze i zarazem – gdy potrącają o Kościół i sprawy wiary – mocno sceptyczne. Dafydd ab Gwilym to przede wszystkim pizemiły epikurejczyk, nie głęboki, jak Lukrecjusz, ale wesoły, przekonany, że jeśli raz tylko się żyje, to nie po to, by troszczyć się o to, co nieuchronne, i że mędrszy ten, co miód z kwiatów zbiera, niż ten, co nawet w nich szuka goryczy. Można by go porównać do Horacego, tylko że uczuciowo jest stanowczo subtelniejszy i poza tym bardziej szczerze i nie – jak Horacy – po literacku czuły na wdzięk przyrody. Jako typowy dla rodzaju jego twórczości, przytoczymy tu jego wezwanie do kochanki, by przestała raz myśleć ciągle o postach i o zbawieniu, by „zaniechała rzeżuchy i ojczenaszów rzymskich mnichów“… „Pójdź ze mną do kościoła-brzezinki, posłuchać kazania kukułki“, bo „czyż nie równa to zasługa duszę moją zbawić w gaiku brzo- zowym, jak przyczyniać się do jej zbawienia, pielgrzymując na jej intencję do Rzymu czy do Compostelli?“. Widzimy, że Dafydd ab Gwilym posuwa się sceptycznie bardzo daleko, i kto wie, czy to, że i po reformacji pozostał tak popidarny w Walii, nie jest częściowo wynikiem nietajonego lekceważenia, które okazywał „rzymskim mni- …. -.. – -ru chom“. Niemniej czar jego poezji jest niezrównany. Rliys Gocłi ab Rhiccert (inaczej Rliys Goch Eryri), dobry poeta, wydaje się przy nim zimny.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>