UTWORY TREŚCI NARRACYJNEJ CZ. II

Cykl epicki ulacki, zwany tak od królestwa Uladh (dziś Ulster), którego walki z sąsiednim królestwem Connacht (dziś Connaught) stanowią tlo składających go opowieści, ustalił się w głównych swych zrębach nie później niż w wieku VI i VII. Głównymi bohaterami są po bar mac Nessa i jego siostrzeniec, niezwyciężony Cńchu- lainn: po stronie przeciwnej para królewska Ailill mac Magach i żona jego Medh (czyt. Méw). Wszystkie opowieści grupują się około jednej centralnej, znanej pod tytułem Toin Bó Cúalnge (czyt. Tajn bo KüFnjy), tzn. Zagnanie krów z Cúalnge. Ogromnej objętości opowieść ta – dłuższa znacznie od Iliady i Odysei razem wziętych dotyczy współzawodnictwa naprzód między Ailillein i Medbą spie rających się o to, kto z nich bogatszy, następnie między Connacht i Uladh, reprezentowanych przez bohaterów, w końcu między dwoma bykami, jednym, który należy do Aililla, drugim z krainy Cúalnge w Uladh, o którego zdobycie Medb wytoczyła wojnę. Pojedynek tych dwu byków boskich – są bowiem wcieleniami dwu bóstw – kończy opowieść, w której rolę główną gra Ciichulainn, sam jeden wstrzymujący cale wojsko nieprzyjacielskie. Zaklął je był, by się nie ruszyło z miejsca, aż jaki wojownik nie zabije go w pojedynku.

Zarówno Táin Bó Cúalnge, jak i inne opowieści cyklu ulackiego przedstawiają ogromną wartość dla historyka kultury, przed którego oczyma staje społeczność nieomal przedhistoryczna w całej swej bujności barbarzyńskiej i w całej krasie młodości. Wokoło królów, będących ojcami plemion i wcieleniami bóstw, gromadzą się wojownicy współzawodniczący o „porcję bohatera“ na uczcie, przechwalający się ilością uciętych głów nieprzyjacielskich, sięgający co chwila do broni. Dzicz to jeszcze wielka: Cńchulainn chce piękność swoją okazać. Stojąc nago na wozie wojennym przejeżdża powoli szeregi, potrząsając trzymanymi w każdym ręku uciętymi głowami ludzkimi. Niewiasty i dziew częta każą się podnieść na tarczach, by lepiej widzieć, i nie ma takiej, która by nie pragnęła oddać się uroczemu młodzieńcowi. Ale są już oznaki zaczątkowego rycerstwa: Cńchulainn nie zabija bezbronnych, ani woźniców, ani kobiet: walka toczy się między równymi, jednako uzbrojonymi. Pod względem artystycznym daleko oczywiście epice tej do greckiej. Opowieści roją się od powtórzeń, razi przesada, konstrukcja całości zwykle szwankuje. Ale są rzeczy naprawdę piękne. Uderza zwłaszcza umiejętność, z jaką epicy irlandzcy sprowadzali i umieli wyzyskać sytuacje dramatyczne, np. wspomniany już epizod pojedynku dwu braci mlecznych w Tain Bó Cilalnge. Świetnym efektem, również charakteru dramatycznego, jest także następujący: Conall Cernach (czyt. Kernach) spiera się z Cetem mac Magach (czyt. Ket) o „porcję bohaterską“. „Prawda – powiada Cet – lepszy z ciebie wojownik! Ale gdyby Anluan tu był, mógłby mierzyć się z tobą“. „On tu jest!“ – odpowiada Conall i, wyciągając nagle spod płaszcza uciętą głowę Ani liana, ciska nią w pierś Ceta. Jest też sporo epizodów humorystycznych, doskonale przedstawionych. Partie wierszowane, zwłaszcza dialogi patetyczne, często bardzo piękne. Obrazy, wywołane prostym nazwaniem współistniejących przedmiotów, są doskonale plastyczne. Arcydziełem największym tego cyklu jest bodaj Scel mucci Mac Dathó (czyt. Skcl mukki), Opowieść o wieprzu (króla) Mac Dathó, krótka, zbudowana świetnie, obfitująca na przemian w świetne efekty komiczne i tragiczne.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>